KIlling me softly.

niedziela, 26 lutego 2012

#Rozdział jedenasty.

„Jesteś taki głupi, taki słaby, taki tchórzliwy…”, mówił sobie Louis spacerując samotnie alejkami parku. Poczucie winy, świadomość porażki i tego, że zabrakło mu odwagi do wypowiedzenia ośmiu głosek bardzo uraziła jego chorą męską ambicję. Była tak blisko, dotyk jej ust wyrażał tyle rzeczy… on też chciał jej coś powiedzieć, ale nie umiał. Słowa stawały mu w gardle jakby nie do końca wiedział czy parafii unieść brzemię i ewentualne konsekwencje tego wyznania. Usiadł na ławce i ukrył twarz w dłoniach. Odrzucenie, kłamstwa, śmiech. Te uczuci znał aż za dobrze. Odczuwał je z każdej strony. Media, Internet, gazety i inne środki masowego przekazu. Ludzie nienawidzący go nie wiedząc, jakim jest człowiekiem. Albo te wszystkie dziewczyny, które były z nim tylko po to, aby się wypromować. Zdarzały się też takie suki, które rozkochiwały go w sobie, żeby potem wyśmiać, opuścić, zranić i cieszyć się z poniżenia słynnego Tomlinsona. Brooke była inna, niczego nie udawała. Wszystkie uczucia miała wypisane w tych dużych, zielonych oczach. Podniósł głowę i utkwił wzrok w dwojgu ludzi przechodzących obok niego. Obejmowali się, śmiali. „Czy z nami kiedykolwiek też tak będzie?” Te, czasami, złośliwe uwagi, te złote włosy spływające miękko po jej ramionach, te delikatne rysy, lekko wystające kości policzkowe, piękne dłonie, których dotyk sprawiał, że przechodził go przyjemny dreszcz. Kochał ją i tak desperacko bał się jej o tym powiedzieć.


‘On a cobweb afternoon in a room full of emptiness by a freeway i confess I was lost in the pages’ zanuciłam siedząc na plaży i wbijając wzrok w morze. Było spokojne, fale leniwie uderzały o brzeg. Zamknęłam oczy, położyłam się na piasku i wsłuchałam się w szum wody. Jak to było? Wieczór, próg mojego domu, on, ja i niespodziewana przyjemność związana z dotykiem jego ust. Nawet nie wiem ile razy przypominałam sobie to zdarzenie. Każdy najdrobniejszy szczegół, delektowałam się najmniejszym fragmentem tego wspomnienia. To wszystko nadal było dla mnie czymś w rodzaju marzenia albo snu. Nigdy bym nie pomyślała, że ja i Louis…razem? Mimowolnie się uśmiechnęłam. W porządku, może trochę mnie irytował tym lekkim (!) narzucaniem się, może i jest z zupełnie innego świata, może i wyjście z nim gdziekolwiek stanowi zagrożenie dla zdrowia i życia, ale lubiłam tego wariata. Miał poczucie humoru ‘Czasem aż za dużo.’, zdarzało mu się przejawiać nawet cechy romantyzmu, w dodatku rozumiał, co było dla mnie dość dużym zaskoczeniem. Sama łapałam się na tym, że często moje myśli powracały do jego pięknej twarzy.  Ślicznie wykrojone usta, błękitne oczy, idealne włosy… ‘No i oczywiście te gatki we wszystkich kolorach tęczy.’ Każda cząstka jego ciała wydawała mi się tak cudowna, perfekcyjna. ‘Tak, Brooke, zakochałaś się.’ Westchnęłam głęboko i wstałam otrzepując się z piachu. Następnie ruszyłam brzegiem morza przyglądając się z zainteresowaniem turystom.



Brunetka biegła przez korytarz ślizgając się na swoich różowych skarpetkach. W ustach miała szczoteczkę do zębów, a przez ramię przerzucony ręcznik. Telefon dzwonił. Dziewczyna nerwowo zaczęła odgarniać porozrzucane ubrania w poszukiwaniu komórki.
-Tak? – powiedziała wreszcie wycierając resztki piany z buzi.
-Sophie? Hej, tu Harry. Pamiętasz mnie, prawda? – odezwał się zdenerwowany głos w słuchawce.
-Nie, nie kojarzę.
-No, ale jak to? No Harry, Harry Styles, Harry z…
-Przecież żartuję, jasne, że Cię pamiętam. –przerwała mu.
-Oh…już prawie Ci uwierzyłem. –westchnął i zaśmiał się cicho. –Dzwonię, bo, bo chciałem się spytać czy nie poszłabyś…czy nie chciałabyś pójść ze mną …gdzieś.
-Chętnie. Poza tym w „gdzieś” jeszcze nie byłam.
-No bardzo zabawne. Chciałem Cię zabrać na spacer, o. Albo na kolację! Co Ty na to? Ty, ja, świece i inne takie duperele? Świetnie, przyjadę po Ciebie o ósmej, może być?
„Chyba rowerem.”, prawie jej się wyrwało.
-W porządku, do zobaczenia. –szepnęła i rozłączyła się.
Nowa wiadomość, utwórz wiadomość. „Mam RAAANDKĘ!”, wystukała na klawiaturze czarnego blackberry. Wyślij do, Brooke.


Szłam ulicami miasta. Dochodziła piąta. Słońce potwornie ogrzewało moje, i tak spalone już ramiona. Minęłam właśnie grupkę roześmianych nastolatek. Ubrane w kolorowe koszulki z bohaterami kreskówek radośnie sączyły napoje. Wszystkie mocno umalowane, w bardzo krótkich spódniczkach, z rozpuszczonymi włosami cieszyły się początkiem wakacji. ‘Aha, rodzice nie pilnują, nauczyciele się nie czepiają to laski stadem wyszły na podryw.’
-Aaaaaaa! Wiecie, kto to jest?! –krzyknęła jedna upuszczając sok, który wesoło zatoczył półkole pod jej nogami i pokazując na mnie pacem.
-To ona! No, ta, która chodzi z Louisem z One Direction! –wrzasnęła druga przykuwając uwagę wszystkich przechodniów.
-Iiiiiiiiiiiiiii! Jak ona się nazywa?!
-Brooke! –zawołały do niej chórem i spojrzały na nią jakby właśnie obudziła się z zimowego snu.
Uśmiechnęłam się do nich, na co odpowiedziały mi kolejną serią pisków. ‘Przyzwyczajaj się Brooke, niedługo zaczniesz rozdawać autografy.’ Stanęłam przed szybą “Life passes away, the sweetness remains”. Patrząc na witrynę poczułam nieodpartą ochotę na kawę. Otworzyłam drzwi i weszłam do chłodnego pomieszczenia.


Sophie Alexis Evans usłyszała dzwonek do drzwi. Stukając niebotycznie wysokimi obcasami o marmurową posadzkę szybkim krokiem przeszła przez korytarz i otworzyła. Uśmiechnęła się ciepło do długo wyczekiwanego gościa. Stał przed nią wysoki brunet o zielonych oczach. Brązowe loki opadały mu na czoło. Na jego twarzy pojawił się nieśmiały uśmiech, przy którym w policzkach pojawiły się urocze dołeczki. Chłopak miał na sobie koszulę i jasne rurki. Był taki piękny, ale w tej chwili zupełnie nie zdawał sobie z tego sprawy. Niemal z otwartą buzią wpatrywał się w śliczną dziewczynę stojącą naprzeciwko niego. Długie włosy spadające na jej delikatne, jasne ramiona, czekoladowe oczy spoglądające na niego spod długich, ciemnych rzęs. Ubrana w lekką, zwiewną, turkusową sukienkę, na nogach miała zielone szpilki. Wyglądała bardzo dziewczęco, a jednocześnie tak bardzo sexy, że chłopak nie mógł oderwać od niej wzroku.
-Witaj Harry. –powiedziała cicho robiąc krok w jego stronę.
-Witaj Sophie. –odpowiedział swoim lekko zachrypniętym głosem. –Wyglądasz niesamowicie.
-Dziękuję. – odrzekła i spojrzała na zaparkowany pod domem czerwony samochód.
-Hej, czy to nie jest auto Louisa?
-Taa, myślisz, że zauważy?
-Nie, no co Ty. –odpowiedziała spoglądając krzywo na niego. –Chwila, Ty nie masz prawa jazdy!
-Oj, to tylko papier! Przecież prowadzenie tego grata to nic trudnego.
-Oświadczam, że do niego nie wsiądę. Chciałabym dożyć przynajmniej trzydziestki! –postanowiła. Harry jednak nic sobie z jej protestów nie robił.
-Jeżeli nie wejdziesz tam dobrowolnie to trzeba będzie Cię tam zaciągnąć siłą.
-Czekam. Ja się nigdzie nie wybieram. Moim marzeniem nie jest śmierć w wypadku samochodowym. Jeżeli chodzi o zakończenie życia to mam trochę większe ambicje.
-Dziewczyno, czy Ty musisz wszystko utrudniać? –spytał Styles. Nie otrzymawszy odpowiedzi uśmiechnął się łobuzersko i wypowiedział słowa w wielu budzące grozę –Sama tego chciałaś.
Następnie złapał zaskoczoną Sophie w tali i podniósł ją do góry. Dziewczyna zaczęła się wyrywać, ale nie udało jej się rozluźnić jego uścisku. Chłopak spokojnie zaczął iść w stronę samochodu cicho pogwizdując.
-Czy Ty już do reszty zgłupiałeś?! Natychmiast mnie postaw! Haroldzie rozkazuję Ci mnie puścić, rozumiesz?!
Jednak brunet nadal niewzruszony jej krzykami jedną ręką otworzył drzwi i posadził Sophie na skórzanym siedzeniu.  Dziewczyna zrozumiała, że nie wygra. Poprawiła sukienkę, a kiedy chłopak również wsiadł do auta spiorunowała go spojrzeniem, które on zupełnie zignorował.
-Hej, hej, ale zapnij pasy. Chyba nie chcemy, żeby coś się stało, prawda? -odezwał się niewinnie, po czym dumny ze świetnego żartu przekręcił utkwiony w stacyjce kluczyk.


Wolno ruszyłam w stronę domu. Nie spieszyło mi się. Jeżeli miałabym szczęście to może trafiłabym na któreś z rodziców, z którym zamieniłabym najwyżej dwa zdania. To musiałaby być jednak bardzo wyjątkowa sytuacja. Zazwyczaj po powrocie ze szkoły siedziałam sama do późnego wieczora. Niedziela był jedynym dniem, który spędzaliśmy wspólnie. Nie, wspólnie to za dużo powiedziane. Po prostu przebywaliśmy w jednym pomieszczeniu, a każdy pochłonięty swoimi sprawami nawet drugiego nie zauważał. Tak czy inaczej, nie miałam potrzeby żeby dotrzeć tam szybko. Leniwie przesuwałam nogi po ziemi. Miałam ochotę iść gdzieś, zrobić coś, ale zupełnie nie miałam pojęcia, co. Wtedy pierwszy raz zatęskniłam na Louisem. ‘On na pewno nie pozwoliłby mi wracać tak wcześnie. Na pewno realizowalibyśmy teraz jeden z jego miliona niedorzecznych pomysłów.’ Z tą myślą minęłam dom mojej sąsiadki, pani Mayer. Zajrzałam do torebki w poszukiwaniu kluczy. ‘O nie! To znowu Wy! Wstrętnie gremliny, oddajcie mi klucze!’ Znalazłam. Podeszłam do drzwi i już miałam otwierać, kiedy zobaczyłam, że są uchylone. Wystraszyłam się. Tyle się słyszy o tych wszystkich gwałcicielach mordercach. Wizja mnie zakopanej żywcem w ogródku jakoś niezbyt mi przypadła do gustu. Stanęłam w przedpokoju. Z kuchni dobiegał serdeczny kobiecy śmiech. Niepewnie zajrzałam do swojego pokoju. Na łóżku siedziała drobna blondynka o bardzo jasnej cerze. Na mój widok wykrzywiła usta w sztucznym uśmiechu. Na początku nie miałam pojęcia, kto to jest. Zaraz, już gdzieś widziałam te pełne zazdrości i nienawiści oczy. Ta ‘radość’ też była mi znajoma…
-Emily…-szepnęłam i pomyślałam, że cokolwiek ona tu robi, to nie wróży nic dobrego.

**********************************************************************************
SKOŃCZYAŁAAAM :D
Wiem, że może nie jest najlepszy, ale cieszę się, że się wzięłam za jego dokończenie bo już myślałam, że się nie zmotywuję.

Normalnie, poszłam w ślad techniki i zrobiłam tu takiego bajera jak licznik odwiedzin. Nie przeraźcie się 'zadziwiająco dużą' liczbą odwiedzin bo jest on tu od kilku dni, a nie od początku istnienia tego bloga. Chociaż powiem Wam szczerze, że jak dla mnie to i tak bardzo dużo, nie spodziewałam się, że ktokolwiek tu wchodzi kiedy nie robię masowego spamu na twitterze ; )

Nagłówek to moje dzieło -> dziewczyny, która nigdy chyba nie widziała photoshopa. No ale nadal się uczę ^ ^

To jest blog mojej drogiej nadwornej lamy, którą mocno kocham  http://believeinyourdreams-onedirectionstory.blogspot.com/  wchodźcie jeśli chcecie ; ) Ona nie wierzy w to jakoby miała jakiekolwiek umiejętności, więc miłe komentarze na początek na pewno poprawią jej humor.

Jeszcze raz dziękuję, że czytacie ♥

10 komentarzy:

  1. Uwielbiam początek, środek, zakoańczenie i tak od początku. Ale serio najbardziej podobają mi się myśli Louisa. :D ♥ A coś czuje, że Emily namiesza w ich relacjach ♥

    OdpowiedzUsuń
  2. Kurcze! Znaszto uczucie kiedy czytasz coś dobrego i uświadamiasz sobie, że to się kończy?! Ja właśnie mam takie niezbyt przyjemne uczucie...
    Dobija mnie to czekanie.
    heh, ale wracając do teksu to był zaje... fajny
    aż się uśmiechnęłam jak czytałam o Harry'm, a te dołeczki, do których mam obsesje od 2 lat <3
    CZEKAM!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Extraaa . :D
    Czeekam na następny <3
    Ciekawe co chce Emily . :)
    @AnneHaligh

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny rozdział! Czekam na kolejny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziękuję wszystkim ♥ Nowy rozdział pojawi się prawdopodobnie w sobotę ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny, na serio!
    I czekam na następny.
    Jak coś to zmieniłam na Twitterze ksywkę z 1DPolandStyles na BieberIsHot18 (:
    chcę być nadal informowana o nowych rozdziałach. ; ]

    OdpowiedzUsuń
  7. Znowu zmieniałam ksywkę. Tym razem na aBallerinaLove :)

    OdpowiedzUsuń